Wywiad z Agnieszką Mielą

Od niedawna w naszej bibliotece można wypożyczyć książki obiecującej polskiej autorki fantasy – Agnieszki Mieli Aga Miela ?
Jej „Dzieci Starych Bogów” pełne są ciekawych portretów psychologicznych, a przede wszystkim zawierają bardzo rozbudowany świat, przepełniony mrokiem i tajemniczością. Sama autorka nie lubi, gdy nazywa się ją pisarzem – zamiast tego określa się dumnym mianem Literoklikacza. Jest też kolekcjonerką wierzeń z różnych stron świata, szczególnie zafascynowana przesądami i magią praktykowanymi na polskich wsiach. W związku z pojawieniem się jej książek w naszej bibliotece, postanowiliśmy zadać jej kilka pytać.
 
Oliwia Pacholak (OP): Dla kogo przede wszystkim są adresowane „Dzieci Starych Bogów”?
?Agnieszka Miela (AM): Myślę, że głównie do osób, które nie lubią prostych rozwiązań fabularnych i takich, dla których fantasy to coś więcej niż tylko nieustanny maraton bitew, walk i pomniejszych potyczek. „Dzieci Starych Bogów” są mocno „moje”: nie bazujące na trendach, za to przesycone duchem horroru, wariacjami na temat dawnych wierzeń i mitów, i nieco wyniszczającą bohaterów atmosferą. Jeśli ktoś lubi, gdy historia zostawia go z chaosem własnych myśli, to mogą być to książki dla niego.
 
OP: Skąd pomysł na stworzenie Kerhalory?
?AM: Właściwie trudno mi na to odpowiedzieć. Myślę, że królestwo Kerhalory, jak i cały świat, Sidav, powstały dość naturalnie: przez lata rozwijały się wokół lokacji kluczowej dla akcji trylogii, czyli Lai Silnen, Lasu Śpiących. Tak naprawdę to on, to niepokojące miejsce zamieszkane przez tych, którzy umarli i którzy nigdy prawdziwie nie żyli, stało u podstaw stworzenia całego świata. Lai Silnen jest jednym z ostatnich reliktów dawnych czasów, więc czymś normalnym było dla mnie wykreowanie otoczenia, które stałoby wobec niego w opozycji – krainy wyznawców nowej wiary, nowego boga; królestwa wstrząsanego pozornie opanowanym już chaosem. A sam Las Śpiących… Cóż, wychowywałam się pośród lasów, gdzie długie, samotne wędrówki po głuszy były dla mnie czymś normalnym, tak samo jak, już od dziecka, spotkania z wilkami, lisami, czy natrafianie na pozostawione po nich resztki. Ten dziki, pierwotny i pełen tajemnic świat wgryzał się we mnie przez większość mojego życia i w końcu po prostu upomniał się, by go wypuścić. Ot tajemnica powstania Kerhalory.
 
OP: Jak opisałabyś w krótkich zdaniach głównych bohaterów?
?AM: Zarówno Aine, jak i Bertram nie są postaciami idealnymi. Oboje zagubili się w staraniach o udowodnienie innym swojej wartości i to w różnym stopniu zaczyna prowadzić ich ku zgubie. Dla obojga najważniejsza jest rodzina, choć różnie postrzegają to, jak mogą ją chronić. Oboje stają się ofiarami ich trawiącej zemsty i rozgrywek istot, których natury nie udało im się na ten moment odkryć, a jednocześnie… są zupełnie inni. Właściwie niespecjalnie lubię o nich mówić. Wolę, żeby czytelnicy sami określili, czym są dla nich moi bohaterowie – czy ważna jest dla nich ich natura, czy przygody i umiejętności.
 
OP: Wielu czytelników najbardziej polubiło córkę Lisa, czyli Aine. Skąd pomysł na taką postać?
?AM: Aine rozwijała się wraz ze mną, jakoś tak naturalnie, jako uzupełnienie do pierwotnej historii Bertrama. Zależało mi na stworzeniu bohaterki, która wyłamie się nieco z typowych dla fantastyki ram i będzie po prostu zwyczajna, ludzka. Przez myśl mi nawet nie przeszło, by wyprodukować kolejną niepokonaną wojowniczkę, potężną czarodziejkę, czy pannę o cudownej urodzie. Chciałam dać jej okazję, by zmierzyła się z odrzuceniem, z próbami udowodnienia swojej wartości, ze stratą, z cierpieniem, i żeby nie wychodziła z tych prób obronną ręką. Ale nie dlatego, że lubię niszczyć moich bohaterów, co to to nie! Po części przeniosłam na nią niektóre z moich doświadczeń i chciałam pokazać czytelnikom, jak odbijają się one na przyszłych losach danej postaci. Że nie są tylko punktami do odhaczenia w planie wydarzeń, tak jak i nasze przeżycia nie pozostają bez wpływu na naszą codzienność. I że zawsze warto walczyć o tę ostatnią iskierkę nadziei.
 
OP: Czy masz swoją ulubioną i znienawidzoną postać z DSB?
?AM: Szczerze? Nie mam postaci, którą bym nienawidziła. Jasne, wielu z nich nigdy w życiu nie zaprosiłabym na rodzinny obiad, ale wiem, że za ich czynami stoją konkretne motywacje, a zwichrowana psychika jest wynikiem czegoś większego. Nie usprawiedliwiam ich, bo trudno byłoby bronić w sądzie Frithusa czy Jarlego, jednak wciąż pozostają dla mnie bardziej w sferze fascynacji, niż nienawiści. Co do ulubionych: Cathbad, zdecydowanie. Bogowie tylko wiedzą, jak bardzo się niecierpliwiłam, by móc w pełni przedstawić go czytelnikom w drugim tomie! Bo funkcjonował też w pierwszym, a jakże, ale do tej pory trzymał się w cieniu… A to bohater, który naprawdę mocno jeszcze namiesza!
 
OP: Załóżmy, że żyjemy w świecie Kerhalory. Kim byś tam była?
?AM: Z moim szczęściem i kondycją? Na pewno jakąś wieśniaczką, jedną z pierwszych ofiar Karmazynowego Bractwa – zerowe szanse na przeżycie czy uratowanie się dzięki niezwykłym talentom czy urodzie. Gdybym jednak mogła podkręcić swoją biografię… Hmm, zielarką z okolic Boorbuk. I również młodą ofiarą Bractwa albo pospolitego łotrzyka. Nie oszukujmy się, Kerhalora jest kiepskim miejscem dla osób ze słabą koordynacją ruchową i astygmatyzmem.
 
OP: „Dzieci Starych Bogów” mają być trylogią, a do tej pory wyszły dwa świetne tomy. Czy czytelnicy mogą się nastawić na coś specjalnego w finale?
?AM: Trzeci tom może ich zaskoczyć pod względem brutalności. Pierwszy tom był z mojej strony nieśmiałym naruszaniem strefy komfortu tych czytelników, którzy na co dzień nie zaczytują się w brutalnych, obrazowo przedstawionych scenach. Drugi znów miał ich zaatakować, tym razem emocjonalnie, właśnie przez to, że spodziewali się głównie tej „fizycznej” brutalności. Trzeci tom jest zwieńczeniem trylogii, odsłania przed odbiorcami wszystkie sekrety Bractwa i pozostałych bohaterów, pokazuje Sidav takim, jakim jest: jako brudny świat, do którego jedyna, prawdziwa wiara została wprowadzona przymusem, przez co rzeczywistość jego mieszkańców zaczyna powoli chwiać się i kruszyć, niosąc kolejne ofiary.
 
OP: Czy planujesz po „Dzieciach Starych Bogów” pisać książki o innym uniwersum?
?AM: Mam pomysły na kolejne książki, z czego większość powiązana jest z uniwersum znanym czytelnikom z „Dzieci Starych Bogów”, ale nie ukrywam, że chciałabym też zrealizować kilka projektów osadzonych w naszym, współczesnym świecie.
 
OP: Jakie książki czytasz na co dzień? Czy masz taką, którą uważasz, że każdy powinien przeczytać?
?AM: Głównie horrory, książki o seryjnych mordercach i psychopatach, kultach, dawnych wierzeniach, rozmaite opracowania historyczne, no i fantastykę, ale po nią od kilku lat sięgam już coraz rzadziej. Nie mam też chyba żadnej książki, którą uważałabym za uniwersalną, choćby dlatego, że pozycje, którymi ja się zachwycam, które choćby ukształtowały mnie w dzieciństwie, nie były nigdy odbierane jako przesadnie ciekawe. Cóż, mam dziwny gust i skupiam się zwykle na elementach pomijanych przez innych.
 
OP: Dzwoni do Ciebie Netflix i oznajmia, że zekranizuje Twoje książki? Kogo obsadziłabyś w głównych rolach?
?AM: Nie mam bladego pojęcia! Może to przez to, że oglądam za mało filmów, ale nie potrafię przywołać w pamięci żadnej twarzy mogącej pasować do moich bohaterów. Przypuszczam, że odpowiedni aktorzy pojawiliby się dopiero wtedy, gdyby rzeczywiście miało dojść do tej ekranizacji. Do tego czasu pozostaną pewnie w ukryciu, tak jak i moja opowieść . ?
 
Bardzo dziękujemy autorce za odpowiedzi na nasze pytania, a Was zapraszamy do wypożyczenia „Śmiechu diabła” oraz „Grzechów ojców”.
Zmień rozmiar czcionki
Wersja kontrastowa