Wywiad z Martą Krajewską – autorką nawiązującą do kultury dawnych Słowian

?Fantastyka od lat króluje na półkach nie tylko w domach, ale też w bibliotekach. Jednak ten gatunek nie reprezentuje w naszym kraju tylko Sapkowski swoim „Wiedźminem”, ale też wielu innych, świetnych autorów i autorek.
?Jedną z nich jest Marta Krajewska – autorka zakochana w kulturze dawnych Słowian. W naszej bibliotece możecie wypożyczyć m.in. jej trylogię o „Wilczej Dolinie”, dwa tomy historii Bratmiła, czy erotyk „Pragnę więcej”.

❓Natomiast dzisiaj postanowiliśmy zadać Marcie kilka pytań.
?‍♀️Można powiedzieć, że jesteś prekursorką słowiańskości w fantastyce, która obecnie jest bardzo modna, ale sam research wydaje się niełatwy. Czemu akurat wierzenia Słowian? Jakie książki o tej tematyce polecasz?
?
Kulturą i wierzeniami naszych przodków zainteresowałam się w 2009 roku, czyli przed czasami YouTube, co brzmi jak jakaś prehistoria. Miałam to szczęście, że jedynymi dostępnymi na rynku publikacjami były te naukowe, dziś już uważane za klasyki. Część informacji zawartych w tych dziełach jest obecnie tematem dyskusji i niekoniecznie jest już tak ceniona, jak kiedyś, ale dla mnie była to solidna podstawa. Dlaczego Słowianie? Mam wrażenie, że tkwi to w naszych genach, płynie w naszej krwi i czasem wystarczy jedna książka, koncert, albo, jak w moim przypadku, impreza rekonstruktorska, żeby nagle coś w nas przeskoczyło. Pojawia się pewna iskra, ciekawość, może sentyment, bo przecież wyrastaliśmy na baśniach polskich, rusałkach i wodnikach, a wbrew powszechnej opinii, w szkole również zaszczepiono nam trochę świtezianek i mitów założycielskich naszego państwa. Może więc dlatego budzi się w nas ta najbardziej wspólna, pierwotna część, najgłębiej zakorzeniona w kulturze słowiańskiej? Może to jest właśnie ta słowiańska dusza? Te motywy są nam bardzo bliskie, niejako wdrukowane w nas od pokoleń. U mnie to była właśnie taka iskra.
?‍♂️Jakie rzeczy chcesz zawrzeć w swoich książkach? Co jest dla Ciebie najważniejsze w procesie ich tworzenia?
?
Przy trylogii Vendy nie zastanawiałam się nad głównym przesłaniem, choć ono samo wypłynęło ze mnie. Jest to przesłanie bardzo klasyczne, bo Venda jest po prostu małym człowieczkiem, który musi się bardzo nagłowić i wiele poświęcić, żeby pokonać większe zło. Bez względu na ostateczny wynik, taki wysiłek i poświęcenie zasługują na ogromny szacunek. Każdy z nas jest takim małym człowieczkiem i każdy ma własne potwory do pokonania. Jest to więc dla mnie klasyczna historia o znanym z baśni najmłodszym, najsłabszym synu, który udowadnia, że nawet będąc bardzo małym, można być w sobie dostatecznie wielkim. Przy powieściach dla dzieci, serialach dla Storytel i słowiańskim erotyku wiedziałam od początku, jaką główną myśl będzie zawierała każda z tych książek. W każdej o coś mi chodziło, te przesłania są dla mnie ważne. Wiem, że literatura to w dużej mierze rozrywka, ale lubię, gdy zostawia mnie z pewnym przemyśleniem i sama również chciałabym każdą powieścią zasiać w czytelniku nowe myśli. Emocje czytelnika są dla mnie najważniejsze. Po jakimś czasie nikt z nas nie pamięta już szczegółów fabuły przeczytanych książek, a emocje zostają z nami na długo.
?‍♂️Czy masz swoje ulubione święto lub zwyczaj słowiański? Jeśli tak, to dlaczego akurat ten?
?
Nie będę oryginalna, bo moim ulubionym świętem jest kupalnocka. Od ponad dziesięciu lat organizujemy sobie własną imprezę w moim domu, na którą zapraszamy najbliższych przyjaciół. Tradycyjnie już każdy przynosi coś dobrego do jedzenia, ja piekę kołacz, pierwszy toast zawsze wznosimy miodem. Jest to wciąż współczesna impreza, ale stała się już tradycją i zawiera elementy, bez których nikt już sobie nie wyobraża tego dnia. Najważniejsi są ludzie, z którymi świętuję. Pewnego roku nie wszyscy mogli się pojawić w standardowym terminie, więc przenieśliśmy kupalnockę na koniec lipca. Uwielbiam te nasze kupalnocki.
?‍♀️ Napisałaś zarówno książki dla dorosłych, jak i dla dzieci. Czy któreś z nich pisze się łatwiej lub czy pisanie któregoś z tych gatunków sprawia więcej przyjemności?
?
Myślę, że to nie kwestia trudności, raczej inności. W każdym gatunku pisze mi się inaczej, ale to właśnie jest część zabawy. W powieściach dla dorosłych mogę więcej knuć, grać subtelnościami, mam też więcej czasu, bo książki są po prostu dłuższe. Z drugiej strony te dla dzieci pisze się szybciej, miesiąc do trzech, a to tylko dlatego, że ja piszę bardzo powoli. Znam autorów, którzy każdy z tomów Bratmiła pykneliby w dwa tygodnie. Niestety ja tak nie potrafię. A! No i książki dla dzieci mają też zazwyczaj ilustracje, a to dla mnie zawsze wielka frajda! W kwestii przyjemności pisania, to pewnie Cię zaskoczę, ale ono nie jest dla mnie zbyt przyjemne. Najbardziej lubię samo wymyślanie, kombinowanie, łączenie scen, które rozbłyskują mi w głowie. Samo żmudne wstukiwanie znaków uważam za męczące i nie przepadam za nim. Podpisuję się pod słowami Gałczyńskiego, że literatura byłaby całkiem dobrym zajęciem, gdyby nie to całe pisanie. Na szczęście są inne etapy procesu, które wynagradzają trudy.
? W cyklu o Wilczej Dolinie przewija się bardzo wiele postaci. Czy masz swoją najbardziej i najmniej ulubioną?
?
Największy sentyment mam, oczywiście, do Vendy i DaWerna, bo to postacie, które są ze mną odkąd miałam trzynaście lat. Dorastali i zmieniali się razem ze mną i z moim pisaniem. Natomiast lubię chyba wszystkie moje postacie, bo każdą rozumiem, każda jest jakaś i do czegoś mi, mówiąc brzydko, służy. Bardzo lubię wiedźmę spod skały, bo jej ciętym językiem mogę trochę sponiewierać nawet największych twardzieli, a to bywa świetną zabawą zarówno dla mnie, jak i dla czytelników. Są też takie postacie, jak kowal Zdamir, czy jego brat Stojan. To nie są fajni panowie, ale jestem za nich odpowiedzialna i sama ich takimi uczyniłam, więc nie mogę ich nie lubić. Nawet uważam, że Zdamir wyszedł za mało irytujący. Kiedyś stworzę złola idealnego, tylko to wymaga stworzenia mu odpowiednich warunków. Kiedyś, kiedyś…
? Cykl pełen słowiańskości i magii zaczął się od przygód Vendy. Jak przedstawiłabyś główną bohaterkę w krótkich zdaniach?
?
Najkrócej? Dorosłe Dziecko Alkoholika, które nie chce się stać swoim ojcem, ha ha ha! Zabawne, ale tak jest. Venda dostrzega elementy, które zniszczyły jej opiekuna i za wszelką cenę nie chce iść w jego ślady, jednocześnie okoliczności zmuszają ją, by kroczyła tą samą ścieżką, więc pozostanie sobą wymaga ogromnej samokontroli i uważności. Venda jest bardzo zwyczajna, ani piękna, ani specjalnie mądra, nie ma żadnych supermocy. Do tego wciąż czuje się wyobcowana, a takich ludzi lubi do siebie przytulać mrok. Dlatego nasza dziewczynka tak bardzo się zmienia w trakcie opowieści i dlatego łatwo nam ją zrozumieć, bo każdy z nas bywa trochę samotny w tłumie, każdy ma chwile, w których musi ze swoimi decyzjami zostać sam, nawet jeśli otaczają nas wspierający ludzie. Jestem bardzo zadowolona z tego, jak Venda poradziła sobie ze wszystkim, czym rzucił w nią los (i bogowie).
? Oprócz przygód Vendy napisałaś również serię o Bratmile, czyli o małym chłopcu, który dorasta, zmaga się z własnymi zmartwieniami i problemami. Skąd pomysł na stworzenie tak różnej historii, która jednak dzieje się w tym samym uniwersum?
?
Pierwszy tom miał być jedynym, chciałam go napisać dla moich dzieci. W tamtym czasie, w 2015 roku, kiedy pisałam, nie było na rynku podobnych powieści. Był „Borek i bogowie Słowian” Igora Górewicza, ale ja nie chciałam pisać o bogach, tylko o życiu zwyczajnych dzieciaków, ich obowiązkach, zabawach, emocjach. Moje dzieci lubią opowieści z dreszczykiem, więc w książce znalazły się rusałki, mamuny, wodnik i temu podobne, ale tak naprawdę sama konstrukcja jest klasyczna – bohater musi odbyć podróż, która go odmieni, uświadomi i przeistoczy. „Noc między Tam i Tu” jest całością i mogłaby nie mieć kontynuacji, ale zmieniła mi się koncepcja, a pozytywny odbiór historii i nominacja do IBBY -jednego z najważniejszych wyróżnień w polskiej literaturze dziecięcej – były mocnymi kopniakami motywującymi, żeby pisać dalej. Zrodziła się myśl, której konsekwentnie się trzymam, żeby seria miała cztery tomy, z których każdy będzie się rozgrywał w innej porze roku i zahaczy o inne sfery świata otaczającego bohatera. Mamy więc lato i las, jesień i wieś, w trzecim tomie króluje zima i jezioro, a w ostatnim będzie to wiosna i istoty powietrza.
? Z cyklu „Wilcza Dolina” dotychczas ukazało się 7 książek i jedno opowiadanie. Czy czytelnicy mogą liczyć na kolejne części?
?
Opowiadanie? Masz na myśli „Pierwszego opiekuna”, prawda? Zgadza się, ale również „Jezioro cię kocha” z antologii „Nawia” to opowieść o jednej z przygód Chaberki Radożycówny, a kolejny tekst z uniwersum – „Maliny na śniegu” – ukaże się niebawem w antologii wydawnictwa Mięta. Zresztą debiutowałam opowiadaniem „Daję życie, biorę śmierć” (NF 10/2014), też z doliny! Wow, trochę tego już machnęłam… Lubię moje uniwersum i mam w nim jeszcze wiele do opowiedzenia, więc tak, jeśli będę nadal pisała, to książki o Wilczej Dolinie są nieuniknione. Na celowniku mam teraz zakończenie historii Bratmiła i jednotomową powieść o upadku wilkarów, ale jak szybko powstaną nie jestem w stanie oszacować.
? Jedną z najnowszych twoich książek jest „Pragnę więcej”. Skąd pomysł na stworzenie erotyku osadzonego w świecie dawnych Słowian?
?
Klasycznie dałam się wkręcić, bardzo łatwo zasiać mi coś w głowie… Michał Cetnarowski rzucił myślą, że może bym napisała erotyk, ja się zdziwiłam, a potem, oczywiście, zaczęłam o tym myśleć. Czytałam dużo i w bardzo różnych formach, od mang hentai, przez dziewiętnastowieczne powieści w odcinkach z prasy erotycznej, przez całą masę współczesnych powieści i komiksów. Wiedziałam, że chcę powiedzieć coś od siebie, że nikt nie porusza pewnych aspektów seksualności kobiet, dlatego chciałam o tym napisać. Wiem, że życie seksualne kobiet, mimo naszych rozerotyzowanych czasów, nie jest wcale tak kolorowe i proste, jak nam to sprzedają filmy i powieści. Nigdy nie było, a przynajmniej nie dla wszystkich. Zbyt dużo mam lat i zbyt otwarcie rozmawiam z ludźmi o seksie, żeby o tym nie wiedzieć. W naszej naturze istnieje pewna płaszczyzna, która jest wspólna, bez względu na to, czy mówimy o ludziach wczesnego średniowiecza, starożytnej Mezopotamii, czy XXI wieku. Na tym się skupiłam. Dlatego, choć powieść zaczyna się sceną jak z klasycznego erotyku, potem jest głębiej i prawdziwej. Wyszło dokładnie tak, jak chciałam.
? Czy bałaś się reakcji i odbioru ludzi na „Pragnę więcej”?
?
Tak, bardzo! Wierzyłam w tę książkę, jestem z niej bardzo zadowolona, ale też wiem, że mocno nią ryzykowałam. Nie jest to opowieść stricte dla fanek erotyków, bo tam królują gangsterzy, a u mnie żadnego nie ma! Żartuję, ale chodzi mi o to, że jest trochę poza nurtem. Nie byłam też pewna, ilu z moich stałych czytelników sięgnie po coś w tak odmiennym dla mnie gatunku. Szczęśliwie ci, którzy sięgnęli, zostali, że tak powiem, zadowoleni.
? Czy chciałabym zamieszkać w Wilczej Dolinie? Jeśli tak, to kim byś tam chciała być?
?
Nie chciałabym. Ja wiem, nie takiej odpowiedzi się spodziewałaś, ha ha. Mogłabym wpaść do doliny z wizytą, ale nie mieszkać. Zbyt dobrze wiem, jak ciężkie, krótkie i pełne niepewności byłoby takie życie. Wiesz, ja prawie regularnie co roku nie mam wody w studni przez kilka tygodni. Ostatnio to były cztery miesiące… Trudno się tak żyje. Fajnie mieć opiekę medyczną, nawet jeśli irytują nas odległe terminy badań, fajnie móc podróżować szybko i wygodnie, fajnie mieć świat na wyciągnięcie ręki, fajnie pisać i wydawać książki! Jasne, kocham moją dolinę, wiem, jak pachnie tam las, woda w jeziorze, drewno chat i dym z ich kominów. Ja tam bywam za każdym razem, kiedy piszę. Niesamowicie byłoby móc doświadczyć wizyty ciałem, wszystkimi zmysłami i tak dalej, ale na chwilę. Nie na całe życie. Cieszę się, że żyję w obecnych czasach. A do Wilczej Doliny wędruję pisząc.
????
Teraz Wy również możecie zawędrować do Wilczej Doliny i odwiedzić Vendę oraz Bratmiła. Bardzo dziękujemy autorce za tą ciekawą rozmowę i zachęcamy wszystkich do odwiedzenia nas i zajrzenia do fantastycznego świata Słowian.
 
Zmień rozmiar czcionki
Wersja kontrastowa